Akceptacja

Należę do tych szczęściarzy o których rodzina wie o zakażeniu. Moi rodzice już nie żyją. Gdy wyszło na jaw, że jestem gejem, jedyną osobą, która tego przez wiele lat nie mogła zaakceptować, był ojciec, ale to chyba dla każdego faceta jest zrozumiałe - pierworodny i gej. Matka i piątka rodzeństwa - nie było problemu. Najbardziej mi zależało na akceptacji mojego młodszego brata, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. I on najbardziej mnie zaskoczył. Wiele, wiele lat wstecz (miał chyba wtedy może z siedemnaście lat) zaprosiłem go na Sylwestra do znajomych na Saską Kępę. Obiecał, że przyjdzie, ale z kumplami też robił jakąś imprezkę, więc po imprezce. Czekałem, było już ok trzeciej nad ranem, stałem w ogrodzie i wyglądałem. Czułem, że będzie napity i może zabłądzić. I miałem rację. Szedł, głowa spuszczonaa ale chód prosty, nie zataczał się. Gnojek z Targówka przez Szmulki na piechotę doszedł na Saską Kępę, włosy zjeżyły mi się na głowie. Dzisiaj mało kto pamięta, że Szmulki, Ząbkowska i Brzeska to był Trójkąt Bermudzki, wszedłeś tam, mogłeś nie wyjść, a jak wyszedłeś, to pusty.

Mówię mu, że w tym stanie powinien pójść do domu spać, a on mi na to „Przecież obiecałem Ci, że przyjdę”. Całkowicie mnie rozbroił, do dziś, mimo jego gburowatego sposobu bycia, bardzo go kocham, chociaż on uważa, że go nie lubię. Myli się. Gdyby człowiek się nie mylił i nie popełniał błędów, wtedy wszelkiego rodzaju religie i Bogi nie byłyby nam potrzebne, sami bylibyśmy Bogami.

Wracając do „zarazka” - nie pamiętam jak poinformowałem rodzinę o zakażeniu, ale nie było jakichś szokujących reakcji czy odrzucenia, nawet ze strony ojca. Wręcz przeciwnie, czułem jego wsparcie, ale nigdy na ten temat ze mną nie rozmawiał. Jedyną osobą, która nie wiedziała o zakażeniu, był mój bratanek. A dowiedział się o tym przy wielkanocnej kolacji 2014. Miałem na talerzyku przygotowaną wieczorną porcję leków (pięć tabletek). Spojrzał i pyta:

- Wujek, na co to?
- Na HIV - odpowiadam.
- Na co? - pyta ponownie, bo nie dosłyszał.
Na AIDS.

Zrobił zdziwioną minę, ale reakcja wielu na jego odpowiedź, jak to opowiadam, jest różna. Odpowiedział mi:

– Super, Wujek! :)

Myślałem, że wie, nawet go zapytałem, czy rodzice mu nic nie powiedzieli. Nie powiedzieli.

To „Super, Wujek” nie było radością, że jestem zakażony. To była forma radości, że potrafię o tym powiedzieć wprost. To też był mój rodzaj samoakceptacji pierwszy raz od wielu lat, przynajmniej w tej kwestii.

Bonifacy

Zarejestruj się

Jeżeli chcesz korzystać w pełni z naszego portalu, zarejestruj się.

Zarejestruj się
Zapraszamy do rozmów na czacie
Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać od Nas informacje, wpisz Swój adres e-mail.

Formularz kontaktowy

* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych

* pola wymagane

Projekt realizowany w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Odwiedziny:

Copyright © Rodzina na Plus 2014

Proszę czekać...